06 stycznia 2022
“You
05 listopada 2021
Pora

Artykuły z tej kategorii

Pora wypowiedzieć to na głos, przyznać się przed światem otwarcie. Nie mam zamiaru nic więcej nigdy ukrywać. A wręcz przeciwnie. Będę odpisywać złe momenty, problemy psychiczne, trudności. Będę opisywać swój koszmar i za każdym razem jak się z mojego piekła pozbieram, chcę się podzielić tym jak.  Może to pomoże. Będę pisać z nadzieją, że może to, że jako tako ostatecznie przez to wszystko przechodzę, ale przede wszystkim realizuje plany, nie zwalniam, nie rezygnuje, może to pomoże osobom w podobnej sytuacji znaleźć promyk nadziei w trudnych momentach. 

Dla jeszcze niewtajemniczonych, choruje na chorobę afektywną dwubiegunową, czyli w wielkim skrócie  zmagań się z ciągłym wahaniami nastroju, regularnie nawracającą depresją, przeplatają epizodami manii, przez które 'normalne' życie nigdy nie będzie tak atrakcyjne. W skrócie,  mam w życiu przesrane. Pisanie i publikowanie też mi samej może pomoże. Nie od dziś wiadomo, że wypowiadanie niektórych rzeczy na głos systematyzuje i pomaga sobie radzić. Na tym polega terapia.

Do Portugalii miałam ruszyć na początku listopada. Pod koniec sierpnia zaczął się mój cykliczny koszmar. Miał nigdy więcej nie nastąpić, tak się starałam… Ja sama mogę sobie dużo w tym temacie chcieć. Nie jestem w stanie pogodzić się z faktem, że depresja będzie wracać do mojego życia, nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie po prostu ten fakt zaakceptować. Raczej staje na rzęsach, żeby zrobić wszystko, żeby ta jedna była tą ostatnią. Czyżby teraz, ta podróż, to była moja szansa, ponieważ wreszcie przenoszę się trwałe do swojego świata, do mojego marzenia, miejsca na ziemii? Miejmy nadzieję.Czas pokaże. 

Ostatnie przygotowania były bardzo burzliwe i chaotyczne. Z naciskiem na to drugie słowo. To był ten moment, kiedy przeżyłam niemały szok. Przez trzy lata budowy łatwo było zapomnieć do czego tak naprawdę się dąży. Budowa stała się trwałym elementem życia. Cały ten projekt rozwlekł się niemiłosiernie i sam rejs przez Atlantyk mocno spowszedniała. Mienił się, jako stała w życiu, która kiedyś tam się wydarzy. Aż tu nagle przyszedł moment, kiedy już nic nie można odłożyć 'na później'. Jak kubeł zimnej wody, to się dzieje! To się jednak ziści, marzenie, które zamiast się zrealizować szybko, oddaliło się,  wydawałoby się, w wieczność. W międzyczasie prawie nawet zdążyłam popłynąć na Karaiby alternatywnie! Double-handed. Razem z Olkiem na jachcie Shipman 28 To właśnie projekt Flubbershy Flies West, o którym można poczytać o tutej:

Celu się osiągnąć nie udało, ale za to zamieszkałam wreszcie na dłużej na jachcie i  zaczęłam żyć w podróży. 

Dała mi ta wyprawa wiele i pewnie nie raz do tego jeszcze wrócę. Zmieniłam się, bardzo. Dowiedziałam się z czym to się tak naprawdę je, to o czym marzę.  W końcu dążyłam do tej pory jedynie do wyobrażeń, do czegoś co mi 'się wydaje' że będzie fajne. Zaskoczyłam się tylko pozytywne. Zyskałam dużo świadomości i samoświadomości, troski o siebie, szczęścia i… prawdziwą,  szczerą więź z drugą osobą.  Pomimo wielu licznych problemów na trasie, masy niepowodzeń, wzlotów i upadków, odnalazłam szczęście. I teraz już wiem, że tego właśnie chcę dla siebie i dla nas. 

Wracając do projektu Setek. To był moment, gdzie uświadomiłam sobie, za przeproszeniem, w jakiej d**ie jestem. I nie chodzi tutaj paradoksalnie o bycie gruntownie nieprzygotowany, a raczej o wszystkie te wyobrażenie i plany jakie miałam względem tego co będzie zrobione i jak ten projekt będzie wyglądał do czasu wyjazdu. Rozczarowanie sobą! Całkiem przykre uczucie. I mimo iż, mogę sobie powtarzać jak mantrę w głowie,  że to pierwsze takie przedsięwzięcie w moim życiu,  że jest ono naprawdę duże, że to projekt 'pilotażowy', że dopiero się uczę poruszać w tym świecie i tak dalej i tak dalej… 

No dobra, to wszystko prawda. Doświadczenie jakie już zyskałam od zupełnego zera jest ogromne!!! 

I skupmy się przede wszystkim na tym :) 

Do ostatniej chwili toczyła się walka z transportem. Jak, za co, kto? Z Gdańska czy z Warszawy? Czy znajdzie się firma, która zgodzi się na dobry układ i przywiezie nasze dwie setki tirem? W jaki sposób wstawić łódke na pakę? Jak w Gdańsku to jak tir wjedzie na teren i przede wszystkim, mam się pakować i przygotowywać tam? Co ja mam wziąć? Czego nie przygotowałam, czego nie zrobiłam… Chaos. chaos, chaos. Przez te wszystkie lata nie udało się zorganizować, a muszę MUSZĘ zrobić to teraz… Na szybko. I jeszcze mam depresję.

Jak nie tir, to jakim autem pociagnę łódkę, z kim? Kto ze mną pojedzie? Potrzeba auta o niemałej mocy i haka….I zaufania osoby pożyczającej. Wszystko mnie zaczęło przerastać. Obudzona z ręką w nocniku? Dokładnie :) 

Jakbyście kiedyś chcieli realizować podobny projekt i ty Edytko też przy kolejnych, bo one będą niezaprzeczalnie, nigdy nie działajcie bez planu. Nie odkładajcie rzeczy na później na dłużej niż załóżmy tydzień. A przede wszystkim zacząć trzeba od planu. Od A do Z. On się może później zmieniać zależnie od zdobytej wiedzy, ale musi być!

(>>>to be continued>>>)

 

 

 

 

 

 

Ostatnie przygotowania

05 listopada 2021

Wspierają mnie:

 

 

Spo​​​​​​​nsorzy:

    

 

Partnerzy: