Namaste

Nazywam się Edyta Krakowiak...

Choruję na chorobę afektywną dwubiegunową i jestem anorektyczką. Pomimo iż od lat jestem w remisji tej choroby, jest ona jak alkoholizm, pozostanie ze mną do końca życia. Swój okres dojrzewania, lata szkolne wolałabym wymazać ze swojego życia.

Na własnej skórze przekonałam się, że nigdy nie jest tak źle, żeby już się nie dało się z tego wyjść.

Żyje ze świadomością wiecznego ryzyka nawrotu depresji. Mniej lub bardziej wiem już jak sobie z nią radzić, co nie zmienia faktu, że jest ciężko.

Moje psychiczne zmagania i sposoby radzenia sobie z nimi, również będę publikować na tym blogu. Jeżeli sam/sama zmagasz się z zaburzeniami psychicznymi jakiegokolwiek typu, nie wahaj się napisać. Nikt nie zasługuje na mierzenie się z tym samemu. Służę pomocą, wsparciem. Razem raźniej :)

... i jestem podróżnikiem. Pare lat temu postanowiłam twardo, że w życiu mam być przede wszystkim szczęśliwa. Że na stare lata chcę usiąść w bujanym fotelu, pod palmą, na jednej z wysp Pacyfiku i stwierdzić, że mam za sobą przepiękną historię, że czuje się spełniona i...dumna. 

Znalazłam swoje szczęśliwe miejsce, swoją enklawę w postaci żeglarstwa z którym zdecydowałam się związać życie zarówno zawodowe, jak i prywatne. Zaczęło się od dziadka, mojego anioła stróża i bratniej duszy. Dziadek w latach 70tych i 80tych budował samodzielnie łódki. W PRLu, kryzysie, na strychu, czy w sali gimnastycznej szkoły w której pracował podczas ferii. Każdą wolną chwilę spędzał na wodzie. Nie lubił dużych skupisk ludzi. Pływał przede wszystkim po rzekach szukając ciszy, spokoju i kontaktu z naturą. Nigdy nie stawał w portach. Był człowiekiem kotwicy, co udzieliło się wnuczce.  Za dzieciaka spędzałam z nim całe wakacje, chłonąc życie na małej przestrzeni, mycie się w wiaderku, długie spacery po wodę pitną i jedzenie, spanie na kotwicy...

Następnie dzięki starszemu bratu (dzięki Pawełek!) w bardzo młodym wieku zaczęłam pływać po morzu. W trochę  szalony sposób, niejako omijając etapy "konieczne" zaczęłam prowadzić własne rejsy. Początkowo zabierać znajomych, później robić to już komercyjnie. Pierwsze sezony były trudne. Zbierałam doświadczenie w praktyce. Rzucając się na głęboką wodę, proces nauki przebiegał w ekspresowym tempie. Utonęłam. Już nie było odwrotu. Żeglarstwo wchłonęło mnie 

Będąc jeszcze nie do końca pewna siebie, musiałam nauczyć się jak szybko zdobyć respekt wśród załogi i jak zarządzać ludźmi. To właśnie żeglarstwo i przejęcie dowodzenia ukształtowało mnie jako osobę i pomogło dojrzeć dużo szybciej i odkryć czego naprawdę chcę od życia dużo szybciej, niż "norma" przewiduje.

 

Od zawsze uwielbiałam podróże. Wchłonęłam to niejako z mlekiem matki (i babci i dziadka). Jak tylko mogłam, zaczęłam kombinować na własną rękę jak podróżować jeszcze więcej. Wyszukiwałam tanie loty i po prostu leciałam w świat. Dzięki żeglarstwu mogłam w łatwy i przystępny sposób zwiedzić całkiem spory jego kawałek.

Głód świata tylko rósł z czasem, aż przestałam się oszukiwać i stwierdziłam, że właśnie to chce robić w życiu.

Co mnie w tym wszystkim pociąga? Chyba przede wszystkim różnorodność. Przyrodnicza. kulturowa. Każde miejsce na świecie ma coś innego do zaoferowania, nawet kraje blisko ze sobą sąsiadujące. Niejako badam podróżując wpływ różnych czynników na życie i usposobienie ludzi w danych miejscach mieszkających. Jestem Polką, ale uważam się za obywatela świata. Z każdej kultury, którą poznaję staram się czerpać to co pozytywne dla samej siebie i potem przenosić to na innych. Znajomych, przyjaciół, ludzi spotkanych na swojej drodze.

Uwielbiam długie piesze wycieczki, przyrodę, ruiny, lasy, góry. Chłonę energię, każdego miejsca które odwiedzam.

A potem płynę dalej....

Wspierają mnie:

 

 

Spo​​​​​​​nsorzy:

    

 

Partnerzy: